Co chcesz mieć zamiast emocji?

„Porozmawiaj z nim proszę, tylko tak bez emocji…” albo „Załatw to jak najszybciej, tylko bez emocji!”. Albo jeszcze lepiej: „W zarządzaniu swoim zespołem muszę popracować nad pozbyciem się emocji”

Dopiero dziś w trakcie coachingu uświadomiłam sobie jak często słyszę od osób zarządzających ludźmi oczekiwanie czy wręcz życzenie, żeby potrafić pozbyć się emocji. Biznes jest przecież logiczny, a podejmowane w nim działania powinny być rzeczowe, wypowiedzi konkretne… A emocji chcemy się pozbyć, gdzieś upchnąć, udać, że wcale ich nie ma. Przecież jesteśmy za bardzo wykształceni, żeby je mieć.

Problem pojawia się dopiero, kiedy w myśl idei „przestrzeń nie znosi próżni”, zapytasz – A co chcesz mieć zamiast emocji? I tu pustka. Albo: spokój, opanowanie… A to przecież też stany emocjonalne.

Problemem jest to, że my nie znamy emocji. Mało kto umie je nazywać. I jak to zazwyczaj bywa – co nieznane to straszne. Kluczową przeżywaną w naszej cywilizacji emocją jest, niestety, „wkurwienie”. Słowo, pod którym nic się nie kryje albo wręcz przeciwnie – kryje się aż tak wiele, że nie sposób to odkryć. W treningu rodzicielskim, któy uczy rodziców otwartej komunikacji z dziećmi, kluczowa pierwsza część jest poświęcona nazywaniu emocji. Ale zazwyczaj, zanim rodzice zaczną nazywać emocje swoich dzieci, sami muszą poznać ich szeroki wachlarz – od złości, gniewu rozpaczy, przez spokój, opanowanie, aż do radości czy ekscytacji. Jest tyle pięknych nazw. (Emocji czy stanów emocjonalnych – wolałabym tutaj nie wchodzić w teoretyczne rozróżnienia.)

Drugą dość popularną emocją, chcoć wypadałoby raczej powiedzieć – odczuciem, jest napięcie. Bo jak już przychodzę z problemem z emocjami to zazwyczaj odczuwam napięcie, towarzyszy mi napięcie bądź jestem spięty / spięta. I to zazwyczaj w karku, barkach czy klatce piersiowej. I trudno się dziwić. Jak nie wpuszczasz emocji do swojego ciała, jak nie pozwalasz im pobyć w Tobie, tylko upychasz w jedno miejsce, dając im zakaz wjazdu do całej reszty…

Mamy trzy mózgi. W jednym. W tym cudownym, ostatecznie wykształconym naturalnym komputerze w rzeczywistości mamy trzy mózgi. I tylko jeden z nich jest logiczny i analizujący. Wcześniej jest podwójna przestrzeń na odruchy pierwotne i przeżywanie różnych stanów. I to co wcześniej, zazwyczaj wcześniej dochodzi do głosu. A ten ostatni ma głos ostatni.

Nie ma co zarządzać emocjami myśląc, że coś trzeba czy planując sposoby. To się dzieje w tym ostatnim mózgu. Odczuwa się wcześniej, więc wcześniej trzeba z emocjami pracować – odczuwaniem. Najlepiej samoodczuwaniem czy inaczej świadomością własnego odczuwania. Ale to wymaga pobycia w emocjach, zatrzymania się w nich na chwilę i poobserwowania. Nazwania co jest co i nauczenia się własnych potrzeb i odruchowych reakcji. Później jest czas na szukanie lepszych sposobów reagowania czy dbanie o to, żeby emocje przeszły przez nas, ale bez szkody dla wszystkich wkoło.

I nie ma się co oszukiwać, że pozarządzamy sobie emocjami… Możemy jedynie zarządzać sobą w emocjach. Pod warunkiem, że wreszcie przyznamy się to tego, ze one w nas są.

ps. Tak sobie myślałam dzisiaj rano, natchniona coachingiem i mądrością Klientki. A później, w którymś momencie dnia przyszła złość połączona z zaskoczeniem, niepokój pomieszany z obawą… I wtedy bardzo świadomie odczułam, jak mocno emocje w nas są. I jak wiele energii czasem marnujemy, żeby udawać, że ich nie ma.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s