Z Nowym Rokiem nowym krokiem… cele czy postanowienia?

mała miPoczątek nowego roku za nami… Właściwie Nowy Rok jest już starym rokiem. Za nami refleksje czasu świątecznego i podsumowania końca roku. Pewnie wielu z nas podjęło noworoczne postanowienia. I pewnie wielu już się w nich poddało. Podobno z tego właśnie powodu połowa stycznia jest jednym z najbardziej depresyjnych okresów w roku.

Przełomy, szczególnie przełom roku, sprzyjają postanowieniom dokonywania zmian. Spoglądamy na życie z innej perspektywy, zastanawiamy się na tym, co za, a co przed nami i postanawiamy – czego więcej? czego mniej? co inaczej? Żeby chociaż tak…

Zazwyczaj nasze postanowienia brzmią: od 1szego stycznia nie palę, od nowego roku nie tracę czasu, nie kłócę się z bliskimi. To jak „Nie myśl o różowym słoniu!”. A Ty Czytelniku właśnie go zobaczyłeś? Żeby przestać myśleć o różowym słoniu trzeba po prostu zacząć myśleć o słoniu żółtym! Więc ja rano zamiast kawy piję zieloną herbatę 🙂

Klasycznie zadane pytanie powinno brzmieć „Co lepsze: cele czy postanowienia?”. A klasyczna odpowiedź „to zależy”… Trudno np. zrobić cel z picia zielonej herbaty. Choć i tu stwierdzić można, że jest to tylko jedno z działań podejmowanych w celu lepszego życia. Oczywiście cele, szczególnie te dobrze (konkretnie, mierzalnie, ambitnie, realnie i w czasie) sformułowane i najlepiej zapisane, są zdecydowanie lepszym sposobem wdrażania zmian niż rzucane na wiatr postanowienia. Ale postanowienia, które są nastawione na określony EFEKT (podobnie jak cele) mogą być również bardzo skuteczne.

No właśnie – pozostaje kwestia skuteczności. Przez dwa ostatnie lata co rok miałam postanowienie, że w idei dbania o kręgosłup będę używała mniejszego kalendarza. B5 jest idealny do rozkładu tygodniowego, ale A5 jest mniejszy i lżejszy a tydzień też się mieści – jakoś się mieści. W 2013 wytrwałam do lutego, a później zmieniłam na B5. W 2014 stwierdziłam, że trzeba być wytrwałym i… wytrzymałam prawie do kwietnia – wtedy dopiero było przepisywania. Efekt jest taki, że rok 2015 zaczynam z Multiplanerem w wymiarze A4, który poznałam i wdrożyłam we wrześniu.

Jaki z tego wniosek? Prosty: zmian, nowych celów, postanowień nie ma co wdrażać na siłę – wbrew naszym potrzebom czy upodobaniom. A początek nowego roku niekoniecznie jest okresem szczególnego natchnienia i wyższej świadomości własnego dobra. Bywa i tak, że to co postanowimy na początku roku w biegu dni okaże się nieskuteczne. A wtedy – głupotą byłoby czekać do końca roku, żeby wdrożyć nową zmianę…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s